wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 2

-Te emocje wychodzą mi poza kontrolę-mówiła przez łzy.

-Ja to rozumiem. Też nie chcę cię stracić, ale trzeba się pogodzić z życiem-gdy to powiedziałam strumień łez popłynął mi po policzkach. Złapałam Maję za rękę i poprowadziłam ją do mojego domu który był prawie pusty.

-Widzisz ten widok?-zapytałam przez łzy.

-Tak widzę.

-No to tak wyglądać będzie moje serce bez ciebie-powiedziałam i mocno wtuliłam się w jej blond włosy które opadały jej na ramiona. Pomyślałam, że czuję ten zapach, to uczucie po raz ostatni. Następny strumień łez popłynął po moich polikach. Nagle poczułam dłonie mojej przyjaciółki na moim podbródku, który unosi ku górze.

-No już nie płacz. Jakoś przeżyjemy!-gdy to powiedział padłam na podłogę cała mokra od łez i zaczęłam cicho szlochać. Maja usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem.

-Widzę, że przeżywasz to gorzej niż ja-uśmiechnęła się zabawnie.-Wiesz co? Może na pamiątkę coś sobie zostawimy?

-Spoko. Tylko ja nie za wiele mam przy sobie-powiedziałam i naglę trochę się rozweseliłam. Popatrzałam na moje zdjęcie które nie było za duże, ani za małe. Podniosłam się powoli. Podeszłam do ściany na której wisiało zdjęcie. Ściągnęłam je i podałam Mai. Ona zaś dała mi bransoletkę z jej imieniem.
Telefon Alice.
-I masz jej nie zdejmować. Ona mi ci o mnie przypominać w najtrudniejszych chwilach twojego życia w których nie będę mogła uczestniczyć-powiedziała to z bólem w głosie który można dało się usłyszeć. Zrobiło mi się jej szkoda. Miałam jeszcze 3 godziny do odlotu samolotu. Z Mają już ustaliłyśmy plan, że na jedne wakacje ja będę do niej przylatywała, a na drugie ona do mnie, do Londynu. Pochodziłyśmy jeszcze godzinę po naszym ulubionym parku, a następnie odprowadziłam Maję do domu, żeby nie czuła się samotna. Weszłam do domu zobaczyłam ja Michael pakuje swoje ostanie rzeczy.
-Hej mały. Co tam spakowałeś?-zapytałam wymuszając uśmiech, bo wcale nie było mi do śmiechu.
-Spakowałem sobie moje bakugany, misia Zdzisia i książeczki-powiedział wyciągając wszystko po kolei. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno.
-Ej! Bo mnie udusisz!-krzyczał ledwo nabierając tchu
-Przepraszam. Nie chciałam-gdy się wypowiadałam popłynęła mi jedna ścieżka łez.
-Czy coś się stało siostrzyczko? Pokłóciłaś się z Mają?
-Nie, nie pokłóciłyśmy się z Mają tylko będzie mi jej strasznie brakowało po odlocie-powiedziałam to ze smutkiem w oczkach. Poszłam do salonu po torbę. Zarzuciłam ja przez ramię i skierowałam się w stronę drzwi. Nagle moją uwagę przykuło małe czarno-białe pudełeczko z karteczką. Podeszłam do blatu i przeczytałam tekst z karteczki na głos. Było na niej napisane „Jeżeli to czytasz to znaczy, że właśnie chcesz otworzyć to pudełeczko. W tym pudełeczku znajduje się naszyjnik, który dostałam od twojej babci gdy byłam w twoim wieku. Chcę żebyś teraz ty go nosiła i za każdym razem gdy na niego będziesz patrzyła to niech on przypomina tobie o mnie, gdy mnie zabraknie obok ciebie w przyszłości. Całuję i Kocham mamusia!” Gdy to czytałam kilka łez spłynęło mi po poliku zataczając półkola. Wytarłam rękawem od koszuli policzek i otworzyłam pudełko. Naszyjnik był śliczny. Nie chciałam go zgubić lub popsuć więc nie zakładałam go. Postanowiłam, że zakładać go będę tylko na specjale okazje jak na przykład święty itp. Wzięłam pudełko w rękę i wsadziłam do torby. Wzięłam klucze i oddałam je osobie która na nie czekała. Zobaczyłam Majkę idącą w moją stron. Była dość radosna jak na taką sytuację. Podeszła do mnie i przytuliła.
-Czy mogłabym pojechać z tobą na lotnisko i zobaczyć cię ostatni raz aż do wakacji-zaśmiała się cicho, ale moje uszy i tak to wychwyciły.
-Jasne! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że za kilka tygodni znów się zobaczymy.
-No właśnie. Bo moja mama powiedziała, że nawet jeżeli klimat mi nie odpowiada to będę mogła się zaaklimatyzować i mam zamiar się tam przeprowadzić razem z tobą-mówiąc to uśmiechnęła się szeroko.
Tomek.
-Czyli jedziesz ze mną? A Tomek? Co z wami będzie? Przecież związki na odległość nie wypalają-przejęłam się tą sprawą.
-Tomek mi powiedział, że jeżeli się przeprowadzę za granicę to mimo, że już nie będziemy razem będzie o mnie pamiętał i często dzwonił.
-Aha. No to super!-krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję. Bardzo się cieszyłam tym faktem. Nie będę musiała już czekać do wakacji. Podeszłam do auta i powiedziałam kierowcy, że chciałabym pojechać trochę później, a on na to, że nie możemy się spóźnić na samolot, bo mój tata jemu płaci i obiecał, że będziemy na czas u niego. Pożegnałam się z Mają i wsiadłam do samochodu. Gdy wyjechaliśmy to napisałam do Mai SMS-a „Jak będziesz w Londynie napisz ulicę to po ciebie zajdę .A. xx”. Po 3 minutach dostałam odpowiedź. „Ja w Londynie będę dopiero jutro rano, bo jeszcze dziś pod wieczór wylatuję. M. ;*”. Zapytałam dlaczego dopiero jutro będzie w Londynie, a ona na to, że musi się pożegnać z Tomkiem i rodziną. W 100% to rozumiem. W końcu Tomek to jej pierwszy chłopak tak na poważnie. Chodzili 3 lata. A dlaczego ja nie miałam chłopaka? No właśnie sama tego nie wiem. Chyba czekam na tego jedynego, który będzie mnie kochał bez względu na wszystko. Po godzinie jazdy autem byliśmy na lotnisku w Warszawie. Długo nam to zajęło bo mieszkaliśmy na drugim końcu miasta. Po wyjściu z auta zobaczyła tłum ludzi kręcących się raz w jedną stronę raz w drugą. Weszliśmy do środka. Trzymałam Michaela mocno za rękę żeby się nie zgubił. Poszliśmy na odprawę naszego samolotu. Zobaczyłam, że nie tylko ja lecę sama z młodszym bratem. Widziałam chłopaka(nie grzeszył urodą), który również trzymał brata. Wzięłam Michaela na ręce i dałam u bilety które miał dać pani która tam stała. Za mną stał owy chłopak. Gdy się odwróciłam uśmiechnął się do mnie. Zarumieniłam się. Wzięłam od „Małego” bilety i postawiłam go na podłodze. Podbiegł do brata tego chłopaka i zaczęli o czymś mówić, ale za chiny nie rozumiałam o czym. Miała okazję podejść do niego i zagadać, i tak też uczyniłam.
Podeszłam do brata wzięłam go na ręce i nie zdążyłam nic powiedzieć, bo on mnie wyprzedził.
-Cześć. Widziałem jak przyglądałaś mi się-powiedział z szerokim uśmiechem.
Kacper.
-Tak przepraszam, ale przypominasz mi kogoś-zdziwiłam się, bo on prawdę kogoś mi  przypominał.
-No nie wiem kogo mogę ci przypominać, ale mam na imię Kacper. A ty?-zapytał a ja się zarumieniłam.
-Alice-powiedział i podałam mu rękę.
-Alice. To nie jest polskie imię, prawda?
-Nie to nie jest polskie, tylko angielskie lub jak kto woli amerykańskie.
-A dlaczego zagraniczne?
-Ponieważ urodziłam się  w Londynie.
-Ja właśnie lecę do Londynu-powiedział z szerokim uśmiechem.-A ty gdzie się wybierasz?
-Ja również do Londynu.
-No to fajnie. Przynajmniej będę miał z kim pogadać, a Gracek będzie miał się z kim pobawić-powiedział i zaczął iść na przód. Postąpiłam tak samo, bo zbliżała się godzina odlotu. Szliśmy korytarzem do samolotu. Podeszłam do swojego miejsca i okazało się, że Kacper siedzi tuż obok mnie. Ucieszyłam się z tego powodu, bo nie będę sama, a poza tym Kacper to fajny chłopak. Przez godzinę gadaliśmy kiedy on zasnął. Ja postanowiłam wyciągnąć słuchawki i wtopić się w skoczne melodię piosenki „One Thing” One Direction. Zaczęłam po cichu sobie śpiewać słowa:

I've tried playing it cool
But when I'm looking at you
I can't ever be brave
Cause you make my heart race

Shot me out of the sky
You're my kryptonite
You keep making me weak
Yeah, frozen and can't breathe

Something’s gotta get loud
Cause I’m dying just to make you see
That I need you here with me now
Cause you've got that one thing

So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing

Now I'm climbing the walls
But you don't notice at all
That I'm going out of my mind
All day and all night

Something’s gotta get loud
Cause I'm dying just to know your name
And I need you here with me now
(Wszyscy: Cause you've got that one thing)

So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing

So get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing

You've got that one thing

Get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead

So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing

So get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing.

Gdy tak sobie śpiewałam to nie zauważyłam kiedy Michael usiadł mi na kolana i zaczął się we mnie wpatrywać. Gdy go zobaczyłam to aż podskoczyłam szturchając przy tym Kacpra, a on tylko przekręcił się na drugi bok ze słowami „Jeszcze 10 minut mamusiu”.
-Awwww… Jakie to słodkie.
-Ale co jest słodkie?-zapytał „młody”
-Nie nic. Coś się stało?-zapytałam wyłączając muzykę.
-Nic po prostu zgłodniałem. Masz coś do jedzenia?
-Nie, niestety nie mam. Może poproś hostessę, może ona ci coś da. A czy teraz mogę wrócić do tego co zaczęłam, ale nie skończyłam?-zapytałam z błaganiem w głosie.
-Oczywiście siostrzyczko. Możesz wrócić do słuchania tego czego co trzymasz w rąckach-powiedział i odwrócił się na piętce w stronę młodej blond hostessy. Po 6 godzinach lotu w końcu wylądowaliśmy. Wzięłam Michaela na ręce i poszliśmy do wyjścia. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się myśląc, że to ktoś nieznajomy. Ale się pomyliłam. Moim  czekoladowym oczom ukazał się rozweselony Kacper.
-Z czego zacieszasz?-zapytałam ze śmiechem.
-No, bo cię widzę. Gdzie uciekłaś po wylądowaniu? Myślałem, że cię nie znajdę.
-Poszłam do wyjścia żeby na ciebie zaczekać, ale nie wychodziłeś więc pomyślałam, że już poszedłeś.
-A gdzie miałem pójść skoro 5 minut temu wstałem, bo nikt nie raczył mnie obudzić-powiedział to z lekkim wyrzutem.
-No przepraszam, ale sądziłam, że sam zdołasz się obudzić.
-No jak widać nie potrafię. Może cię odprowadzę pod dom?
-No możesz. Tylko to jest daleko.
-No to zrobimy sobie spacerek i oprowadzę cię trochę po mieście.
-To ty tu mieszkałeś?-zapytałam z wielkimi oczkami.
-Ja tu nie tylko mieszkałam, ale ja tu mieszkam-uśmiechnął się i obijał cię ramieniem.
-Yyy… Możesz mi powiedzieć co ty robisz?
-Ja nic. To już nie można koleżanki przytulić?-zapytał dużym zdziwieniem na twarzyczce.
-No można, ale nie tak znienacka. Poza tym trochę inaczej to przyjęłam niż przyjacielski uścisk.
-A nawet jeżeli to co mi zrobisz?-zapytał wystawiając mi język.-I tak nie mam u ciebie szans.
-Kto tak powiedział?
-Po twoim zachowaniu w stosunku do tamtego uścisku da się to zauważyć. Możemy zostać przyjaciółmi lub kolega i koleżanka jak chcesz…-zasmucił się.
-W sumie oprócz chłopaka mojej przyjaciółki nie miałam nigdy przyjaciela jako faceta. Ale zdanie większości dziewczyn przyjaźń damsko-męska zawsze kończy się związkiem. Ale chcę spróbować-uśmiechnęłam się i poszłam na przód w podskokach. Gdy tak szłam poczułam czyjąś rękę na swoim nadgarstku. Była delikatna, ale za razem dość mocno mną szarpnął. Odwróciłam się i tuż przed moją twarzą znalazła się twarz Kacpra. Co on do cholery wyprawia? Do reszty już mu odbiło? Przecież to jest tylko przyjaciel. Ja nie tego nie chcę. Dość długo tak myślałam, ale wyrwał mnie z tego ciepły i słodki smak ust jakiegoś chłopaka. Nie zaprzeczałam, ponieważ czułam się wspaniale w takiej sytuacji. Gdy się odkleiliśmy od siebie otworzyłam oczka i ujrzałam podjaranego Kacpra. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiedziałam czy dobrze robię.
-Czy tobie też było fajnie?-uśmiechnął się zawadiacko.
-Owszem, było fajnie, ale chyba nie myślisz, że to coś dla mnie znaczy?
-Po takim zwrocie akcji czuję do ciebie coś więcej niż przyjaźń-powiedział podekscytowany. W sumie to on naprawdę był słodkim chłopakiem. Mogłabym z nim być, ale boję się tego bólu po zerwaniu lub co gorsza zdrady.
-Chcesz szczerości?-zapytałam.
-Tak chcę.
-No więc tak. Ty też mi się podobasz i w ogóle, ale ja nie  chcę jeszcze być zawiązana z jakimkolwiek chłopakiem.
-A możesz chociaż mi powiedzieć dlaczego?-posmutniał i on i ja.
-Ponieważ boję się bólu po rozstaniu lub zdradzie-kilka łez cisnęło mi się do oczu. Pozwoliłam im spokojnie popłynąć po moich polikach. Kacper złapał mój policzek i wytarł te kilka łez. Miałam ochotę złożyć mu ponownie pocałunek na ustach, ale jeszcze zrobiłby sobie nadzieję na to, że możemy być razem.
-Kiedy możecie!!!-krzyknęło nagle serce.
-Już mówiłam boję się!-warknęłam na moje obolałe serduszko. Chciałam uciec lecz on by się martwił, a tego nie chcę.
-Muszę już iść. Zobaczymy się potem?-zapytałam przez łzy.
-Oczywiście! Tylko gdzie o której?
-O 18.00 w Richmond Park.  Okay?
-Jasne! Będę na pewno-powiedział patrząc mi się prosto w oczy. Ja także spojrzałam w jego oczy i łzy znów mi się polały po polikach. Pocałowałam go lekko w usta i odbiegłam łapiąc przy tym Michaela. Gdy ostatni raz na niego spojrzałam był bardzo rozkojarzony i spełniony.

Doszliśmy do domu taty. Oczy miałam spuchnięte od łez, bo po drodze jeszcze popłakiwałam.
-Hej tato!-krzyknęłam wchodząc do przeciętnej wielkości domku.
-Cześć kochani! Witajcie w moich skromnych progach. To może idźcie wybrać sobie pokoje, a ja przyniosę wasze walizki z podjazdu-powiedział tata z wielkim bananem na twarzy. Wpadłam do wielkiego pokoju z czarno-białymi ścianami. To jest pokój dla mnie. Jest niesamowity. Zeszłam na dół po walizki. Na krześle w kuchni z gazetą w ręku spotkałam tatę.
Dom taty Alice.
-Co ty taka spuchnięta? Płakałaś?-zatroskany tatuś przytulił swoją córeczkę do swojej klatki piersiowej.
Pokój Alice.
-Ja ? Nie! Zdaje ci się. Może to przez tą podróż. Nie wiem-nie chciałam zdradzić tacie co się stało, więc szybko wzięłam swoje walizki i powili kierowałam się do swojego pokoju. Po 2 godzinach byłam już rozpakowana. Postanowiłam zapomnieć choć na chwilę o tym co się stało, więc poszłam wziąć prysznic. Z szafy wyciągnęłam krótkie jeansowe spodenki z małymi dziurkami w kolorze bezchmurnego nieba, czerwoną bokserkę z flagą Anglii i poszłam w stronę łazienki. Przechodząc obok pokoju brata usłyszałam śmiechy dobiegające właśnie stamtąd. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam dalej. Wzięłam szybki prysznic myjąc przy tym włosy. Gdy wyszłam przypomniało mi się, że jestem umówiona z Kacprem. Wysuszyłam włosy splątując je w wysoką kitkę. Po 5 minutach wyszłam z łazienki. Skierowałam się do pokoju i spojrzałam na zegarek w telefonie. Była 17.20. Pomyślałam, że przejdę się żeby wszystko dokładnie przemyśleć. Włożyłam telefon do kieszeni i wyszłam. Wychodząc z domu walnęłam jeszcze jedno głośne „ WYCHODZĘ!” i wyszłam. Błąkałam się po ulicach myśląc o tym pocałunku. Był naprawdę świetny. Może i coś by z tego wyszło? Nie wiem. Może jednak warto spróbować? Chyba można. Muszę to z siebie wyrzucić. Powiem mu o wszystkim. Gdy dotarłam  do umówionego miejsca on już tam czekał. Po cichutku do niego od tyłu. Zakryłam mu oczy rękami.
-Zgadnij kto to?-krzyknęłam. Kacper złapał moje dłonie i odkrył swoje oczy.
-Tak myślałem, że to ty. Co tam u ciebie?
-W  miarę dobrze-powiedziałam. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Czułam się jakbyśmy byli parą, a było odwrotnie. Objął  mnie w tali. Nie chciał żeby to robił więc zrzuciłam jego rękę.
-Spokojnie mała. Przecież nic ci nie zrobię.
-Ale mi nie chodzi o to, że ty mi coś zrobisz. Tylko o to, że ja wciąż myślę o tym pocałunku. Bardzo mi się to podobało, ale chyba do siebie nie pasujemy wiesz?--powiedziałam ze słodkim uśmiechem.
-No, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają. Ja cię kocham rozumiesz?!-krzyknął mi upadł na ławkę.-Pokochałem cię od pierwszej rozmowy. Jesteś wspaniałą dziewczyną i  nie wytrzymałbym długo w przyjaźni!-już prawie płakał, ale nie zdążył, bo pocałowałam go w policzek. Przytulił się do mnie mocno. Odwzajemniłam to samo i go przycisnęłam do siebie.
Alice and Tom kiss<33
-Jesteś kochany. Naprawdę. Ale nie zasługujesz na mnie! Ja nie jestem dobrym przykładem na dziewczynę-łzy pociekły mi strumyczkiem po zarumienionych policzkach po wypowiedzi mojego towarzysza. Pokochałam go przez ten jego urok wewnętrzny i upór. Przytuliłam się do niego, a on przycisnął się do mnie. Poczułam jego bliskość. Czułam się bezpieczna. Podniosłam głowę aby spojrzeć w jego oczy, ale on mnie wyprzedził i zaczął mnie czule całować w usta. Nagle poczułam jak jego język wsuwa się do moich ust. Muszę się przyznać, że jest to mój pierwszy poważny pocałunek. Nasze języki pocierały się delikatnie, ślina mieszała się, a ja czułam, że jest to chłopak któremu na serio na mnie zależy. Odkleiłam się od niego i oznajmiłam:
-Naprawdę ci na mnie zależy?
-Oczywiście!
-A nie zranisz mnie?
-Jak bym mógł zranić taką wspaniałą istotę jak ty?!
-No więc daj mi rękę i pomyśl jak bardzo ci na mnie zależy. A jak już pomyślisz to mnie pocałuj-powiedziałam. Myślał przez dłuższy czas. Zamknęłam oczy i wczuwałam się w śpiew ptaków w parku. Nagle poczułaś przyjemne ciepło na szyi, a później skierowało się na twoje usta. Chłopak lekko muskał twoje usta. Odwzajemniłam całusa i wsunęłam język po między jego wargi. Kacper nie protestował. Odkleiłam się od niego. Poszłam przed siebie żeby odetchnąć. Myślałam, że to najwspanialszy dzień mojego życia. Skierowałam się w stronę domu taty. Nagle dostałam SMS-a „Jesteś niesamowita. Nie zdążyłem Ci tego powiedzieć wcześniej, więc piszę. KOCHAM CIĘ!! :* Kacper.” Bez zawahania odpisałam „Awwww. Dziękuję.<3 Ja ciebie też kocie. Spotkamy się jutro? Całuję Alice.:*”. Po 10 minutach dostałam odpowiedź „Jasne. O 10.00 po ciebie przyjdę. Bądź gotowa.”. Nie odpisałam mu, bo okazało się, że nie mam już kasy na koncie. Gdy doszłam do domu ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Odpaliłam wierze i puściłam na ful „Up All Night”. Kocham tą piosenkę. Gdy przyszła pora na solo Harrego weszłam na łóżko i zaczęłam śpiewać:
Katy Perry's on replay,
She's on replay
DJ got the floor to shake
The floor to shake
People going all the way
Yeah, all the way
I'm still wide awake.

Tak sobie szalałam i nagle drzwi się otworzyły a ja nadal skakałam. Wiedziałam, że ktoś się na mnie patrzy, ale olałam to. Dobrze się bawiłam. Otworzyłam oczy i spojrzałam na drzwi. Oblał mnie rumieniec, bo całym tym wariacjom przyglądał się mój chłopak. Zeskoczyłam z łóżka i wpadłam w ramiona Kacpra.
-Kochanie. Od kiedy to ty taka szalona?-wytrzeszczył oczy.
-Jeszcze nie znasz mnie całej-uśmiechnęłam się zadziornie.
-No nie wiem. Może teraz, a może nie. A z której strony wolisz mnie poznać? Z zewnątrz czy wewnątrz?
-Może i tu, i tu?-ugryzł mnie w ucho. Patrząc w jego piękne, piwne oczy zagryzłam wargę. Wziął mnie na ręce i delikatnie położył mnie na łóżku. Wstałam i usiadłam. On usiadł obok mnie. Objął mnie w tali i przybliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
-Kocham Cię-pocałował mnie w policzek.
-Ja ciebie również-odwzajemniłam pocałunek tylko w usta. Całowaliśmy się namiętnie przez dłuższy czas. Kacper położył się na boku nie obrywając ust. Pomyślałam, że on chce to zrobić, ale to nie było to. Cieszyłam się, ponieważ to jeszcze nie ten czas. Niech pozostanie tak jak jest z moimi sprawami intymnymi. Oderwał swoje usta od moich i wrócił do pozycji siedzącej. Ja uczyniłam to samo.
-Myślałam, że spotkamy się dopiero jutro-powiedziałam siadając mu na kolana.
-Nie mogłem wytrzymać. Musiałem cię zobaczyć przed zmrokiem-słodko się uśmiechnął. Spojrzałam głęboko w jego paczadła i zauważyłam, że coś go gnębi. Zmartwiłam się trochę. Nie wiedziałam co zrobić. Może zapytać co się stało? Czemu nie, ale wolałam nie. W końcu sam się złamie i mi powie.
-Jest już późno-westchnęłam.
-No to co? Czy ty mnie wyganiasz?-spoważniał.
-Nie! Oczywiście kochanie, że nie. Tylko po prostu nie wiem czy twoi rodzice nie będę się martwić.
-Czemu mają się martwić. Mieszkają w Polsce. To od nich wracałem-wyraźnie posmutniał.
-Misiek. Opowiedz mi dlaczego się przeprowadziłeś tak daleko od rodziny-powiedziałam zaciekawiona, ale za razem zmartwiona.
-Wiesz co kochanie… Nie mam ochoty o tym mówić.
-Ale obiecaj, że i tak mi to opowiesz!-rzuciłam się na niego i go uścisnęłam.
-Obiecuję. Jeżeli tylko nie zapomnę-oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Więc nie będziesz miał mnie komu przedstawić?-jeszcze się śmiałam.
-No chyba nie. Ale może kumplom cię przedstawię-uśmiechnął się zabójczo słodko.
-No wiesz jakoś ta opcja do mnie nie przemawia. Wolę żeby mnie nie znali, bo ja jakoś nie lubię się przedstawiać.
-No, ale i tak kiedyś będziesz musiała ich poznać, a oni ciebie.
-Czemu aż tak ci na tym zależy?-uśmiechnęłam się pytająco.
-No bo… Ja…-nie dokończył.
-No bo… Co ty?
-No bo ja… Ja nigdy nie miałem dziewczyny-chyba się załamał, a ja wpadłam w taki rechot, że aż oddechu złapać nie mogłam. Spojrzał się na mnie z bardzo poważną miną i skrzyżował ręce na klatce piersiowej oraz zrobił ruch tzw. „foch”.
-No już nie obrażaj się-podeszłam do niego. Chciałam mu spojrzeć na twarz ale się odwrócił w drugą stronę.-No kochanie! Nie obrażaj się na mnie. Nie przeżyję bez twojego głosu. UMIERAM!!!-krzyknęłam i padłam na kolana. Nagle gdy otworzyłam jedno oko leżąc na ziemi to zobaczyłam, że na mnie zerka. Gdy  zauważyłam, że się zbliża zamknęłam pospiesznie oko. Poczułam, że klęka koło mnie i łapie za rękę. Zaczyna ją głaskać. Wstrzymałam oddech, żeby wyglądało to bardziej realistycznie.
-Ej? Mała! Jesteś jeszcze czy już zupełnie ogłupiałaś?-zapytał dławiąc się śmiechem.
-Nie  jestem głupia!!-wrzasnęłam i gwałtownie wstałam. Zakręciło mi się w głowie. Przystanęłam na chwileczkę i pobiegłam pędem do domu. Wiedziałam, że Kacper będzie biegł za mną. Nie wiem dlaczego, ale jedna łezka poleciała mi po policzku. Chyba za bardzo wzięłam to do siebie. A może ja rzeczywiście jestem głupia? Nie wiem.

Weszłam do domu i pobiegłam do swojego pokoju. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Nagle ktoś zapukał do moich drzwi. Na szczęście były zamknięte na klucz. Zaczęłam się zastanawiać czy to aby na pewno Kacper.
-Kto tam?-zapytałam udając, że płaczę, a nie powiem wychodziło mi to świetnie.
-To ja. Kacper-powiedział zatroskanym głosem. Wiedziałam, że to on. Postanowiłam ciągnąć to dalej.
-Czego chcesz?-zapytałam z udawaną złością.
-Wpuścisz mnie?
-Po co? Żebyś znów mi mówił jaka to jestem głupia?
-Nie! Jak mnie wpuścisz to wszystko wytłumaczę.
-Poczekaj muszę coś zrobić-powiedziałam i skierowałam się do swojej łazienki. Namoczyłam ręce i przyłożyłam je do polików, żeby wyglądało na to, że płakałam. Przy okazji rozmazał mi się makijaż. Otworzyłam drzwi.
-Co chcesz?-zapytała nie patrząc mu w oczy, bo wybuchłabym gromkim śmiechem.
-Płakałaś?-zdziwił się.
-Nie kurwa, śmiałam się-zagrało aktorsko tą scenę złości.
-Spokojnie kochanie. Ja wtedy nie chciałem. To było na żarty.
-Na żarty lub nie, ale głupią nazywać mnie nie będziesz.
-Kochanie! Nie chciałem żebyś wzięła to sobie do serca-powiedział ze łzami w oczach i przytulił się do mnie.
-No a jak widać ja inaczej nie potrafię.
-Co mogę zrobić żebyś się na mnie nie gniewała?-zapytał. Już dłużej nie mogłam wytrzymać. Po tych słowach brechtałam się jak wariatka. On na mnie tylko spojrzała z miną „WTF?”. Upadłam na podłogę i tarzałam się ze śmiechu. Po 5 minutach wariacji nabrałam powagi.
-What the fuck?
-No co? Chciałam się trochę zabawić!-rzuciłam się na niego. Uścisnęłam go mocno i dałam buziaka w policzek.
-Aha. Czyli na marne tu biegłem?-zaśmiał się po raz pierwszy od tej sceny.
-Nie czemu? Możesz ze mną mile spędzić wieczór. Chyba, że nie chcesz.
-Z tobą? Oczywiście. Z tobą zawsze-objął mnie w tali i przysunął do siebie.-Kocham cię-wyszeptał do mojego ucha. Zbliżył swoje usta do moich i czule pocałował. Odwzajemniłam ten uroczy gest namiętnym buziakiem. Kacper podniósł mnie i rzucił na łóżko. Zaczął całować mnie po szyi i dekolcie. Poczułam jak serce zaczyna bić mi coraz szybciej. W mgnieniu oka ściągnął ze mnie koszulkę. Zjechał ustami na mój brzuch. Na napiętej skórze czułam jego ciepły język.

~Kacper~
Zacząłem całować jej płaski brzuch. Była spięta. Dało się to wyczuć. Pocałowałem ją w usta i szepnąłem do ucha:
-Czym się stresujesz?
-Bo ja…Ja obiecałam, że to dopiero po ślubie będę robić. Poza tym mój tata mówił, że jeżeli będę gotowa to jak najbardziej.
-A czegoś się boisz?-zapytałem z troską.
-Skąd ty to wszystko wiesz? Robiłeś to już co nie?-zapytała siadając.
-Można tak powiedzieć. Ale chcesz to zrobić ze mną czy nie? Jeżeli nie to rozumiem nie jesteś jeszcze gotowa.
-Chcę, ale nie jestem pewna co do tego.
-No więc powiedz mam przestać czy ciągnąć dalej?
-Raz się żyje. Oddaję się w twoje ręce-gdy to powiedziała popchnąłem ją lekko do tyłu i upadła na plecy. Nagle spostrzegłem się, że to ona na mnie leży. Zaczęła rozpinać moją koszulę. Ja jednym ruchem ręki rozpiąłem jej stanik. I tak ciągnęliśmy tę zabawę do punktu kulminacyjnego.

~ Alice~
Po tak upojnej reszcie dnia już wiedziałam, że to ten jedyny. Gdy już leżeliśmy koło siebie cali mokrzy od wysiłku myślałam sobie „Już nie jestem dziewicą.” Tylko martwi mnie to jak na to zareaguje mój tata. Na pewno będzie wkurzony. Byłam bardzo dumna z siebie i z Kacpra. Swój pierwszy raz przeżyłam z osobą którą kocham.
-Idę się ubrać i zrobić coś do jedzenia-wyszeptałaś do jego ucha przygryzając wargę.
-Pomogę ci. Tylko poczekaj na mnie-uśmiechnął się  i złożył ciepły pocałunek na moich wargach. Pozbierałam swoje ubrania i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic żeby Kacper nie czekał. Ubrałam to co wzięłam ze sobą i wyszłam z łazienki. Był już ubrany i grzecznie czekał na mnie siedząc na łóżku. Był na nim straszny burdel.
-Tylko żeby mój tata tu nie wparował-zaśmiałam się lekko. Po cichu nacisnęłam klamkę, rozejrzałam się po korytarzu czy nikogo nie ma. Odetchnęłam z ulgą. Było pusto. Ruszyłam pędem na dół, a za mną Kacper. Dobiegliśmy do kuchni. Niestety zastaliśmy w niej mojego tatę.
-Czemu było u was tak głośno? I słychać było jęki?-zapytał lekko podnosząc jedną brew.
-Nie było żadnych jęków coś ci się przesłyszało. A w jakim sensie głośno?-trochę się speszyłam.
-No jakby to ująć…Jakby się łóżko ruszało czy coś.
-No bo skakaliśmy po łóżku. Prawda?-skierowałam głowę w stronę moje chłopaka.
-Yhy. Tak. Skakaliśmy po łóżku-powiedział z zadziornym uśmiechem.
-A co do tych jęków…To…Walnęłam się o kant szafki, a potem o nóżkę od łóżka i stękałam z bólu-wyciągnęłam butelkę soku i nalałam do dwóch szklanek. Jedną podałam Kacprowi, a drugą wzięłam dla siebie.-To my tatusiu już wychodzimy. Nie czekaj na mnie. Być może nie wrócę na noc-odstawiliśmy szklanki i wyszliśmy. Gdy drzwi się zamknęły wybuchliśmy gromkim śmiechem.
-Skakaliśmy po łóżku. Hahahahahaha. Niezły kit mała. Kocham cię!-wykrzyczał, podniósł mnie i zakręcił.
-Ja ciebie też wariacie!

***********************************************************************************************************
Napisałam w końcu rozdział 2.Chyba długo na niego czekaliście.Dedykuję go mojej przyjaciółce Marcie.Kocham cię!!Pozdrawiam wszystkich i liczę na komentarze!!<33 Za jakiś czas 3 więc szykujcie się na spotkanie Alice z jednym z 1D.A z kim to już wam nie powiem!!;) Hehe :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz