-Te emocje wychodzą mi poza kontrolę-mówiła przez łzy.
-Ja to rozumiem. Też nie chcę cię stracić, ale trzeba się
pogodzić z życiem-gdy to powiedziałam strumień łez popłynął mi po policzkach.
Złapałam Maję za rękę i poprowadziłam ją do mojego domu który był prawie pusty.
-Widzisz ten widok?-zapytałam przez łzy.
-Tak widzę.
-No to tak wyglądać będzie moje serce bez
ciebie-powiedziałam i mocno wtuliłam się w jej blond włosy które opadały jej na
ramiona. Pomyślałam, że czuję ten zapach, to uczucie po raz ostatni. Następny
strumień łez popłynął po moich polikach. Nagle poczułam dłonie mojej
przyjaciółki na moim podbródku, który unosi ku górze.
-No już nie płacz. Jakoś przeżyjemy!-gdy to powiedział
padłam na podłogę cała mokra od łez i zaczęłam cicho szlochać. Maja usiadła
obok mnie i objęła mnie ramieniem.
-Widzę, że przeżywasz to gorzej niż ja-uśmiechnęła się
zabawnie.-Wiesz co? Może na pamiątkę coś sobie zostawimy?
-Spoko. Tylko ja nie za wiele mam przy sobie-powiedziałam
i naglę trochę się rozweseliłam. Popatrzałam na moje zdjęcie które nie było za
duże, ani za małe. Podniosłam się powoli. Podeszłam do ściany na której wisiało
zdjęcie. Ściągnęłam je i podałam Mai. Ona zaś dała mi bransoletkę z jej
imieniem.
![]() |
| Telefon Alice. |
-I masz jej nie zdejmować. Ona mi ci o mnie
przypominać w najtrudniejszych chwilach twojego życia w których nie będę mogła
uczestniczyć-powiedziała to z bólem w głosie który można dało się usłyszeć.
Zrobiło mi się jej szkoda. Miałam jeszcze 3 godziny do odlotu samolotu. Z Mają
już ustaliłyśmy plan, że na jedne wakacje ja będę do niej przylatywała, a na
drugie ona do mnie, do Londynu. Pochodziłyśmy jeszcze godzinę po naszym
ulubionym parku, a następnie odprowadziłam Maję do domu, żeby nie czuła się
samotna. Weszłam do domu zobaczyłam ja Michael pakuje swoje ostanie rzeczy.
-Hej mały. Co tam spakowałeś?-zapytałam wymuszając
uśmiech, bo wcale nie było mi do śmiechu.
-Spakowałem sobie moje bakugany, misia Zdzisia i
książeczki-powiedział wyciągając wszystko po kolei. Uśmiechnęłam się i
przytuliłam go mocno.
-Ej! Bo mnie udusisz!-krzyczał ledwo nabierając
tchu
-Przepraszam. Nie chciałam-gdy się wypowiadałam
popłynęła mi jedna ścieżka łez.
-Czy coś się stało siostrzyczko? Pokłóciłaś się z
Mają?
-Nie,
nie pokłóciłyśmy się z Mają tylko będzie mi jej strasznie brakowało po
odlocie-powiedziałam to ze smutkiem w oczkach. Poszłam do salonu po torbę.
Zarzuciłam ja przez ramię i skierowałam się w stronę drzwi. Nagle moją uwagę
przykuło małe czarno-białe pudełeczko z karteczką. Podeszłam do blatu i
przeczytałam tekst z karteczki na głos. Było na niej napisane „Jeżeli to czytasz to znaczy,
że właśnie chcesz otworzyć to pudełeczko. W tym pudełeczku znajduje się naszyjnik,
który dostałam od twojej babci gdy byłam w twoim wieku. Chcę żebyś teraz ty go
nosiła i za każdym razem gdy na niego będziesz patrzyła to niech on przypomina
tobie o mnie, gdy mnie zabraknie obok ciebie w przyszłości. Całuję i Kocham
mamusia!”
Gdy to czytałam kilka łez spłynęło mi po poliku zataczając półkola. Wytarłam
rękawem od koszuli policzek i otworzyłam pudełko. Naszyjnik był śliczny. Nie
chciałam go zgubić lub popsuć więc nie zakładałam go. Postanowiłam, że zakładać
go będę tylko na specjale okazje jak na przykład święty itp. Wzięłam pudełko w
rękę i wsadziłam do torby. Wzięłam klucze i oddałam je osobie która na nie
czekała. Zobaczyłam Majkę idącą w moją stron. Była dość radosna jak na taką
sytuację. Podeszła do mnie i przytuliła.
-Czy mogłabym pojechać z tobą na lotnisko i zobaczyć cię
ostatni raz aż do wakacji-zaśmiała się cicho, ale moje uszy i tak to
wychwyciły.
-Jasne! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że za kilka
tygodni znów się zobaczymy.
-No właśnie. Bo moja mama powiedziała, że nawet jeżeli
klimat mi nie odpowiada to będę mogła się zaaklimatyzować i mam zamiar się tam
przeprowadzić razem z tobą-mówiąc to uśmiechnęła się szeroko.
![]() |
| Tomek. |
-Czyli jedziesz ze mną? A Tomek? Co z wami będzie?
Przecież związki na odległość nie wypalają-przejęłam się tą sprawą.
-Tomek mi powiedział, że jeżeli się przeprowadzę za
granicę to mimo, że już nie będziemy razem będzie o mnie pamiętał i często
dzwonił.
-Aha. No to super!-krzyknęłam i rzuciłam się jej na szyję.
Bardzo się cieszyłam tym faktem. Nie będę musiała już czekać do wakacji.
Podeszłam do auta i powiedziałam kierowcy, że chciałabym pojechać trochę
później, a on na to, że nie możemy się spóźnić na samolot, bo mój tata jemu
płaci i obiecał, że będziemy na czas u niego. Pożegnałam się z Mają i wsiadłam
do samochodu. Gdy wyjechaliśmy to napisałam do Mai SMS-a „Jak będziesz w
Londynie napisz ulicę to po ciebie zajdę .A. xx”. Po 3 minutach dostałam
odpowiedź. „Ja w Londynie będę dopiero jutro rano, bo jeszcze dziś pod wieczór
wylatuję. M. ;*”. Zapytałam dlaczego dopiero jutro będzie w Londynie, a ona na
to, że musi się pożegnać z Tomkiem i rodziną. W 100% to rozumiem. W końcu Tomek
to jej pierwszy chłopak tak na poważnie. Chodzili 3 lata. A dlaczego ja nie
miałam chłopaka? No właśnie sama tego nie wiem. Chyba czekam na tego jedynego,
który będzie mnie kochał bez względu na wszystko. Po godzinie jazdy autem
byliśmy na lotnisku w Warszawie. Długo nam to zajęło bo mieszkaliśmy na drugim
końcu miasta. Po wyjściu z auta zobaczyła tłum ludzi kręcących się raz w jedną
stronę raz w drugą. Weszliśmy do środka. Trzymałam Michaela mocno za rękę żeby
się nie zgubił. Poszliśmy na odprawę naszego samolotu. Zobaczyłam, że nie tylko
ja lecę sama z młodszym bratem. Widziałam chłopaka(nie grzeszył urodą), który
również trzymał brata. Wzięłam Michaela na ręce i dałam u bilety które miał dać
pani która tam stała. Za mną stał owy chłopak. Gdy się odwróciłam uśmiechnął
się do mnie. Zarumieniłam się. Wzięłam od „Małego” bilety i postawiłam go na
podłodze. Podbiegł do brata tego chłopaka i zaczęli o czymś mówić, ale za chiny
nie rozumiałam o czym. Miała okazję podejść do niego i zagadać, i tak też
uczyniłam.
Podeszłam do brata wzięłam go na ręce i nie zdążyłam nic
powiedzieć, bo on mnie wyprzedził.
-Cześć. Widziałem jak przyglądałaś mi się-powiedział z
szerokim uśmiechem.
![]() |
| Kacper. |
-No nie wiem kogo mogę ci przypominać, ale mam na imię Kacper.
A ty?-zapytał a ja się zarumieniłam.
-Alice-powiedział i podałam mu rękę.
-Alice. To nie jest polskie imię, prawda?
-Nie to nie jest polskie, tylko angielskie lub jak kto
woli amerykańskie.
-A dlaczego zagraniczne?
-Ponieważ urodziłam się
w Londynie.
-Ja właśnie lecę do Londynu-powiedział z szerokim
uśmiechem.-A ty gdzie się wybierasz?
-Ja również do Londynu.
-No to fajnie. Przynajmniej będę miał z kim pogadać, a
Gracek będzie miał się z kim pobawić-powiedział i zaczął iść na przód.
Postąpiłam tak samo, bo zbliżała się godzina odlotu. Szliśmy korytarzem do
samolotu. Podeszłam do swojego miejsca i okazało się, że Kacper siedzi tuż obok
mnie. Ucieszyłam się z tego powodu, bo nie będę sama, a poza tym Kacper to
fajny chłopak. Przez godzinę gadaliśmy kiedy on zasnął. Ja postanowiłam
wyciągnąć słuchawki i wtopić się w skoczne melodię piosenki „One Thing” One
Direction. Zaczęłam po cichu
sobie śpiewać słowa:
I've tried playing it cool
But when I'm looking at you
I can't ever be brave
Cause you make my heart race
Shot me out of the sky
You're my kryptonite
You keep making me weak
Yeah, frozen and can't breathe
Something’s gotta get loud
Cause I’m dying just to make you see
That I need you here with me now
Cause you've got that one thing
So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing
Now I'm climbing the walls
But you don't notice at all
That I'm going out of my mind
All day and all night
Something’s gotta get loud
Cause I'm dying just to know your name
And I need you here with me now
(Wszyscy: Cause you've got that one thing)
So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
So get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing
You've got that one thing
Get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
So get out, get out, get out of my head
And fall into my arms instead
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
So get out, get out, get out of my mind
And come on, come into my life
I don't, I don't, don't know what it is
But I need that one thing
And you've got that one thing.
Gdy tak sobie śpiewałam to nie zauważyłam kiedy Michael
usiadł mi na kolana i zaczął się we mnie wpatrywać. Gdy go zobaczyłam to aż
podskoczyłam szturchając przy tym Kacpra, a on tylko przekręcił się na drugi
bok ze słowami „Jeszcze 10 minut mamusiu”.
-Awwww… Jakie to słodkie.
-Ale co jest słodkie?-zapytał „młody”
-Nie nic. Coś się stało?-zapytałam wyłączając muzykę.
-Nic po prostu zgłodniałem. Masz coś do jedzenia?
-Nie, niestety nie mam. Może poproś hostessę, może ona ci
coś da. A czy teraz mogę wrócić do tego co zaczęłam, ale nie
skończyłam?-zapytałam z błaganiem w głosie.
-Oczywiście siostrzyczko. Możesz wrócić do słuchania tego
czego co trzymasz w rąckach-powiedział i odwrócił się na piętce w stronę młodej
blond hostessy. Po 6 godzinach lotu w końcu wylądowaliśmy. Wzięłam Michaela na
ręce i poszliśmy do wyjścia. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam
się myśląc, że to ktoś nieznajomy. Ale się pomyliłam. Moim czekoladowym oczom ukazał się rozweselony
Kacper.
-Z czego zacieszasz?-zapytałam ze śmiechem.
-No, bo cię widzę. Gdzie uciekłaś po wylądowaniu?
Myślałem, że cię nie znajdę.
-Poszłam do wyjścia żeby na ciebie zaczekać, ale nie
wychodziłeś więc pomyślałam, że już poszedłeś.
-A gdzie miałem pójść skoro 5 minut temu wstałem, bo nikt
nie raczył mnie obudzić-powiedział to z lekkim wyrzutem.
-No przepraszam, ale sądziłam, że sam zdołasz się obudzić.
-No jak widać nie potrafię. Może cię odprowadzę pod dom?
-No możesz. Tylko to jest daleko.
-No to zrobimy sobie spacerek i oprowadzę cię trochę po
mieście.
-To ty tu mieszkałeś?-zapytałam z wielkimi oczkami.
-Ja tu nie tylko mieszkałam, ale ja tu mieszkam-uśmiechnął
się i obijał cię ramieniem.
-Yyy… Możesz mi powiedzieć co ty robisz?
-Ja nic. To już nie można koleżanki przytulić?-zapytał dużym
zdziwieniem na twarzyczce.
-No można, ale nie tak znienacka. Poza tym trochę inaczej
to przyjęłam niż przyjacielski uścisk.
-A nawet jeżeli to co mi zrobisz?-zapytał wystawiając mi
język.-I tak nie mam u ciebie szans.
-Kto tak powiedział?
-Po twoim zachowaniu w stosunku do tamtego uścisku da się
to zauważyć. Możemy zostać przyjaciółmi lub kolega i koleżanka jak
chcesz…-zasmucił się.
-W sumie oprócz chłopaka mojej przyjaciółki nie miałam
nigdy przyjaciela jako faceta. Ale zdanie większości dziewczyn przyjaźń
damsko-męska zawsze kończy się związkiem. Ale chcę spróbować-uśmiechnęłam się i
poszłam na przód w podskokach. Gdy tak szłam poczułam czyjąś rękę na swoim
nadgarstku. Była delikatna, ale za razem dość mocno mną szarpnął. Odwróciłam
się i tuż przed moją twarzą znalazła się twarz Kacpra. Co on do cholery
wyprawia? Do reszty już mu odbiło? Przecież to jest tylko przyjaciel. Ja nie
tego nie chcę. Dość długo tak myślałam, ale wyrwał mnie z tego ciepły i słodki
smak ust jakiegoś chłopaka. Nie zaprzeczałam, ponieważ czułam się wspaniale w
takiej sytuacji. Gdy się odkleiliśmy od siebie otworzyłam oczka i ujrzałam
podjaranego Kacpra. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiedziałam czy dobrze
robię.
-Czy tobie też było fajnie?-uśmiechnął się zawadiacko.
-Owszem, było fajnie, ale chyba nie myślisz, że to coś dla
mnie znaczy?
-Po takim zwrocie akcji czuję do ciebie coś więcej niż
przyjaźń-powiedział podekscytowany. W sumie to on naprawdę był słodkim
chłopakiem. Mogłabym z nim być, ale boję się tego bólu po zerwaniu lub co
gorsza zdrady.
-Chcesz szczerości?-zapytałam.
-Tak chcę.
-No więc tak. Ty też mi się podobasz i w ogóle, ale ja
nie chcę jeszcze być zawiązana z
jakimkolwiek chłopakiem.
-A możesz chociaż mi powiedzieć dlaczego?-posmutniał i on
i ja.
-Ponieważ boję się bólu po rozstaniu lub zdradzie-kilka
łez cisnęło mi się do oczu. Pozwoliłam im spokojnie popłynąć po moich polikach.
Kacper złapał mój policzek i wytarł te kilka łez. Miałam ochotę złożyć mu
ponownie pocałunek na ustach, ale jeszcze zrobiłby sobie nadzieję na to, że
możemy być razem.
-Kiedy możecie!!!-krzyknęło nagle serce.
-Już mówiłam boję się!-warknęłam na moje obolałe
serduszko. Chciałam uciec lecz on by się martwił, a tego nie chcę.
-Muszę już iść. Zobaczymy się potem?-zapytałam przez łzy.
-Oczywiście! Tylko gdzie o której?
-O 18.00 w Richmond Park. Okay?
-Jasne! Będę na pewno-powiedział patrząc mi się prosto w
oczy. Ja także spojrzałam w jego oczy i łzy znów mi się polały po polikach.
Pocałowałam go lekko w usta i odbiegłam łapiąc przy tym Michaela. Gdy ostatni
raz na niego spojrzałam był bardzo rozkojarzony i spełniony.
Doszliśmy do domu taty. Oczy miałam spuchnięte od łez, bo
po drodze jeszcze popłakiwałam.
-Hej tato!-krzyknęłam wchodząc do przeciętnej wielkości
domku.
-Cześć kochani! Witajcie w moich skromnych progach. To
może idźcie wybrać sobie pokoje, a ja przyniosę wasze walizki z
podjazdu-powiedział tata z wielkim bananem na twarzy. Wpadłam do wielkiego
pokoju z czarno-białymi ścianami. To jest pokój dla mnie. Jest niesamowity. Zeszłam
na dół po walizki. Na krześle w kuchni z gazetą w ręku spotkałam tatę.
![]() |
| Dom taty Alice. |
-Co ty taka spuchnięta? Płakałaś?-zatroskany tatuś
przytulił swoją córeczkę do swojej klatki piersiowej.
![]() |
| Pokój Alice. |
-Ja ? Nie! Zdaje ci się. Może to przez tą podróż. Nie
wiem-nie chciałam zdradzić tacie co się stało, więc szybko wzięłam swoje
walizki i powili kierowałam się do swojego pokoju. Po 2 godzinach byłam już
rozpakowana. Postanowiłam zapomnieć choć na chwilę o tym co się stało, więc
poszłam wziąć prysznic. Z szafy wyciągnęłam krótkie jeansowe spodenki z małymi
dziurkami w kolorze bezchmurnego nieba, czerwoną bokserkę z flagą Anglii i
poszłam w stronę łazienki. Przechodząc obok pokoju brata usłyszałam śmiechy dobiegające
właśnie stamtąd. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam dalej. Wzięłam szybki
prysznic myjąc przy tym włosy. Gdy wyszłam przypomniało mi się, że jestem
umówiona z Kacprem. Wysuszyłam włosy splątując je w wysoką kitkę. Po 5 minutach
wyszłam z łazienki. Skierowałam się do pokoju i spojrzałam na zegarek w
telefonie. Była 17.20. Pomyślałam, że przejdę się żeby wszystko dokładnie
przemyśleć. Włożyłam telefon do kieszeni i wyszłam. Wychodząc z domu walnęłam
jeszcze jedno głośne „ WYCHODZĘ!” i wyszłam. Błąkałam się po ulicach myśląc o
tym pocałunku. Był naprawdę świetny. Może i coś by z tego wyszło? Nie wiem.
Może jednak warto spróbować? Chyba można. Muszę to z siebie wyrzucić. Powiem mu
o wszystkim. Gdy dotarłam do umówionego
miejsca on już tam czekał. Po cichutku do niego od tyłu. Zakryłam mu oczy
rękami.
-Zgadnij kto to?-krzyknęłam. Kacper złapał moje dłonie i
odkrył swoje oczy.
-Tak myślałem, że to ty. Co tam u ciebie?
-W miarę
dobrze-powiedziałam. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Czułam się jakbyśmy
byli parą, a było odwrotnie. Objął mnie
w tali. Nie chciał żeby to robił więc zrzuciłam jego rękę.
-Spokojnie mała. Przecież nic ci nie zrobię.
-Ale mi nie chodzi o to, że ty mi coś zrobisz. Tylko o to,
że ja wciąż myślę o tym pocałunku. Bardzo mi się to podobało, ale chyba do
siebie nie pasujemy wiesz?--powiedziałam ze słodkim uśmiechem.
-No, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają. Ja cię
kocham rozumiesz?!-krzyknął mi upadł na ławkę.-Pokochałem cię od pierwszej
rozmowy. Jesteś wspaniałą dziewczyną i
nie wytrzymałbym długo w przyjaźni!-już prawie płakał, ale nie zdążył,
bo pocałowałam go w policzek. Przytulił się do mnie mocno. Odwzajemniłam to
samo i go przycisnęłam do siebie.
![]() |
| Alice and Tom kiss<33 |
-Naprawdę ci na mnie zależy?
-Oczywiście!
-A nie zranisz mnie?
-Jak bym mógł zranić taką wspaniałą istotę jak ty?!
-No więc daj mi rękę i pomyśl jak bardzo ci na mnie
zależy. A jak już pomyślisz to mnie pocałuj-powiedziałam. Myślał przez dłuższy
czas. Zamknęłam oczy i wczuwałam się w śpiew ptaków w parku. Nagle poczułaś
przyjemne ciepło na szyi, a później skierowało się na twoje usta. Chłopak lekko
muskał twoje usta. Odwzajemniłam całusa i wsunęłam język po między jego wargi.
Kacper nie protestował. Odkleiłam się od niego. Poszłam przed siebie żeby
odetchnąć. Myślałam, że to najwspanialszy dzień mojego życia. Skierowałam się w
stronę domu taty. Nagle dostałam SMS-a „Jesteś niesamowita. Nie zdążyłem Ci
tego powiedzieć wcześniej, więc piszę. KOCHAM CIĘ!! :* Kacper.” Bez zawahania
odpisałam „Awwww. Dziękuję.<3 Ja ciebie też kocie. Spotkamy się jutro?
Całuję Alice.:*”. Po 10 minutach dostałam odpowiedź „Jasne. O 10.00 po ciebie
przyjdę. Bądź gotowa.”. Nie odpisałam mu, bo okazało się, że nie mam już kasy
na koncie. Gdy doszłam do domu ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju.
Odpaliłam wierze i puściłam na ful „Up All Night”. Kocham tą piosenkę. Gdy
przyszła pora na solo Harrego weszłam na łóżko i zaczęłam śpiewać:
Katy
Perry's on replay,
She's on replay
DJ got the floor to shake
The floor to shake
People going all the way
Yeah, all the way
I'm still wide awake.
She's on replay
DJ got the floor to shake
The floor to shake
People going all the way
Yeah, all the way
I'm still wide awake.
Tak sobie szalałam i nagle drzwi się otworzyły a ja nadal
skakałam. Wiedziałam, że ktoś się na mnie patrzy, ale olałam to. Dobrze się
bawiłam. Otworzyłam oczy i spojrzałam na drzwi. Oblał mnie rumieniec, bo całym
tym wariacjom przyglądał się mój chłopak. Zeskoczyłam z łóżka i wpadłam w
ramiona Kacpra.
-Kochanie. Od kiedy to ty taka szalona?-wytrzeszczył oczy.
-Jeszcze nie znasz mnie całej-uśmiechnęłam się zadziornie.
-No nie wiem. Może teraz, a może nie. A z której strony
wolisz mnie poznać? Z zewnątrz czy wewnątrz?
-Może i tu, i tu?-ugryzł mnie w ucho. Patrząc w jego
piękne, piwne oczy zagryzłam wargę. Wziął mnie na ręce i delikatnie położył
mnie na łóżku. Wstałam i usiadłam. On usiadł obok mnie. Objął mnie w tali i
przybliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
-Kocham Cię-pocałował mnie w policzek.
-Ja ciebie również-odwzajemniłam pocałunek tylko w usta.
Całowaliśmy się namiętnie przez dłuższy czas. Kacper położył się na boku nie
obrywając ust. Pomyślałam, że on chce to zrobić, ale to nie było to. Cieszyłam
się, ponieważ to jeszcze nie ten czas. Niech pozostanie tak jak jest z moimi
sprawami intymnymi. Oderwał swoje usta od moich i wrócił do pozycji siedzącej.
Ja uczyniłam to samo.
-Myślałam, że spotkamy się dopiero jutro-powiedziałam
siadając mu na kolana.
-Nie mogłem wytrzymać. Musiałem cię zobaczyć przed
zmrokiem-słodko się uśmiechnął. Spojrzałam głęboko w jego paczadła i
zauważyłam, że coś go gnębi. Zmartwiłam się trochę. Nie wiedziałam co zrobić.
Może zapytać co się stało? Czemu nie, ale wolałam nie. W końcu sam się złamie i
mi powie.
-Jest już późno-westchnęłam.
-No to co? Czy ty mnie wyganiasz?-spoważniał.
-Nie! Oczywiście kochanie, że nie. Tylko po prostu nie
wiem czy twoi rodzice nie będę się martwić.
-Czemu mają się martwić. Mieszkają w Polsce. To od nich
wracałem-wyraźnie posmutniał.
-Misiek. Opowiedz mi dlaczego się przeprowadziłeś tak
daleko od rodziny-powiedziałam zaciekawiona, ale za razem zmartwiona.
-Wiesz co kochanie… Nie mam ochoty o tym mówić.
-Ale obiecaj, że i tak mi to opowiesz!-rzuciłam się na
niego i go uścisnęłam.
-Obiecuję. Jeżeli tylko nie zapomnę-oboje wybuchliśmy
śmiechem.
-Więc nie będziesz miał mnie komu przedstawić?-jeszcze się
śmiałam.
-No chyba nie. Ale może kumplom cię przedstawię-uśmiechnął
się zabójczo słodko.
-No wiesz jakoś ta opcja do mnie nie przemawia. Wolę żeby
mnie nie znali, bo ja jakoś nie lubię się przedstawiać.
-No, ale i tak kiedyś będziesz musiała ich poznać, a oni
ciebie.
-Czemu aż tak ci na tym zależy?-uśmiechnęłam się pytająco.
-No bo… Ja…-nie dokończył.
-No bo… Co ty?
-No bo ja… Ja nigdy nie miałem dziewczyny-chyba się
załamał, a ja wpadłam w taki rechot, że aż oddechu złapać nie mogłam. Spojrzał
się na mnie z bardzo poważną miną i skrzyżował ręce na klatce piersiowej oraz
zrobił ruch tzw. „foch”.
-No już nie obrażaj się-podeszłam do niego. Chciałam mu
spojrzeć na twarz ale się odwrócił w drugą stronę.-No kochanie! Nie obrażaj się
na mnie. Nie przeżyję bez twojego głosu. UMIERAM!!!-krzyknęłam i padłam na
kolana. Nagle gdy otworzyłam jedno oko leżąc na ziemi to zobaczyłam, że na mnie
zerka. Gdy zauważyłam, że się zbliża
zamknęłam pospiesznie oko. Poczułam, że klęka koło mnie i łapie za rękę.
Zaczyna ją głaskać. Wstrzymałam oddech, żeby wyglądało to bardziej realistycznie.
-Ej? Mała! Jesteś jeszcze czy już zupełnie
ogłupiałaś?-zapytał dławiąc się śmiechem.
-Nie jestem
głupia!!-wrzasnęłam i gwałtownie wstałam. Zakręciło mi się w głowie.
Przystanęłam na chwileczkę i pobiegłam pędem do domu. Wiedziałam, że Kacper
będzie biegł za mną. Nie wiem dlaczego, ale jedna łezka poleciała mi po
policzku. Chyba za bardzo wzięłam to do siebie. A może ja rzeczywiście jestem
głupia? Nie wiem.
Weszłam do domu i pobiegłam do swojego pokoju. Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Nagle ktoś zapukał do moich drzwi. Na szczęście były
zamknięte na klucz. Zaczęłam się zastanawiać czy to aby na pewno Kacper.
-Kto tam?-zapytałam udając, że płaczę, a nie powiem
wychodziło mi to świetnie.
-To ja. Kacper-powiedział zatroskanym głosem. Wiedziałam,
że to on. Postanowiłam ciągnąć to dalej.
-Czego chcesz?-zapytałam z udawaną złością.
-Wpuścisz mnie?
-Po co? Żebyś znów mi mówił jaka to jestem głupia?
-Nie! Jak mnie wpuścisz to wszystko wytłumaczę.
-Poczekaj muszę coś zrobić-powiedziałam i skierowałam się
do swojej łazienki. Namoczyłam ręce i przyłożyłam je do polików, żeby wyglądało
na to, że płakałam. Przy okazji rozmazał mi się makijaż. Otworzyłam drzwi.
-Co chcesz?-zapytała nie patrząc mu w oczy, bo wybuchłabym
gromkim śmiechem.
-Płakałaś?-zdziwił się.
-Nie kurwa, śmiałam się-zagrało aktorsko tą scenę złości.
-Spokojnie kochanie. Ja wtedy nie chciałem. To było na
żarty.
-Na żarty lub nie, ale głupią nazywać mnie nie będziesz.
-Kochanie! Nie chciałem żebyś wzięła to sobie do
serca-powiedział ze łzami w oczach i przytulił się do mnie.
-No a jak widać ja inaczej nie potrafię.
-Co mogę zrobić żebyś się na mnie nie gniewała?-zapytał.
Już dłużej nie mogłam wytrzymać. Po tych słowach brechtałam się jak wariatka.
On na mnie tylko spojrzała z miną „WTF?”. Upadłam na podłogę i tarzałam się ze
śmiechu. Po 5 minutach wariacji nabrałam powagi.
-What the
fuck?
-No co? Chciałam
się trochę zabawić!-rzuciłam się na niego. Uścisnęłam go mocno i dałam buziaka
w policzek.
-Aha. Czyli na marne tu biegłem?-zaśmiał się po raz
pierwszy od tej sceny.
-Nie czemu? Możesz ze mną mile spędzić wieczór. Chyba, że
nie chcesz.
-Z tobą? Oczywiście. Z tobą zawsze-objął mnie w tali i
przysunął do siebie.-Kocham cię-wyszeptał do mojego ucha. Zbliżył swoje usta do
moich i czule pocałował. Odwzajemniłam ten uroczy gest namiętnym buziakiem.
Kacper podniósł mnie i rzucił na łóżko. Zaczął całować mnie po szyi i dekolcie.
Poczułam jak serce zaczyna bić mi coraz szybciej. W mgnieniu oka ściągnął ze
mnie koszulkę. Zjechał ustami na mój brzuch. Na napiętej skórze czułam jego
ciepły język.
~Kacper~
Zacząłem całować jej płaski brzuch. Była spięta. Dało się
to wyczuć. Pocałowałem ją w usta i szepnąłem do ucha:
-Czym się stresujesz?
-Bo ja…Ja obiecałam, że to dopiero po ślubie będę robić.
Poza tym mój tata mówił, że jeżeli będę gotowa to jak najbardziej.
-A czegoś się boisz?-zapytałem z troską.
-Skąd ty to wszystko wiesz? Robiłeś to już co
nie?-zapytała siadając.
-Można tak powiedzieć. Ale chcesz to zrobić ze mną czy
nie? Jeżeli nie to rozumiem nie jesteś jeszcze gotowa.
-Chcę, ale nie jestem pewna co do tego.
-No więc powiedz mam przestać czy ciągnąć dalej?
-Raz się żyje. Oddaję się w twoje ręce-gdy to powiedziała
popchnąłem ją lekko do tyłu i upadła na plecy. Nagle spostrzegłem się, że to
ona na mnie leży. Zaczęła rozpinać moją koszulę. Ja jednym ruchem ręki rozpiąłem
jej stanik. I tak ciągnęliśmy tę zabawę do punktu kulminacyjnego.
~ Alice~
Po tak upojnej reszcie dnia już wiedziałam, że to ten
jedyny. Gdy już leżeliśmy koło siebie cali mokrzy od wysiłku myślałam sobie „Już
nie jestem dziewicą.” Tylko martwi mnie to jak na to zareaguje mój tata. Na
pewno będzie wkurzony. Byłam bardzo dumna z siebie i z Kacpra. Swój pierwszy
raz przeżyłam z osobą którą kocham.
-Idę się ubrać i zrobić coś do jedzenia-wyszeptałaś do
jego ucha przygryzając wargę.
-Pomogę ci. Tylko poczekaj na mnie-uśmiechnął się i złożył ciepły pocałunek na moich wargach.
Pozbierałam swoje ubrania i skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic
żeby Kacper nie czekał. Ubrałam to co wzięłam ze sobą i wyszłam z łazienki. Był
już ubrany i grzecznie czekał na mnie siedząc na łóżku. Był na nim straszny
burdel.
-Tylko żeby mój tata tu nie wparował-zaśmiałam się lekko.
Po cichu nacisnęłam klamkę, rozejrzałam się po korytarzu czy nikogo nie ma.
Odetchnęłam z ulgą. Było pusto. Ruszyłam pędem na dół, a za mną Kacper.
Dobiegliśmy do kuchni. Niestety zastaliśmy w niej mojego tatę.
-Czemu było u was tak głośno? I słychać było jęki?-zapytał
lekko podnosząc jedną brew.
-Nie było żadnych jęków coś ci się przesłyszało. A w jakim
sensie głośno?-trochę się speszyłam.
-No jakby to ująć…Jakby się łóżko ruszało czy coś.
-No bo skakaliśmy po łóżku. Prawda?-skierowałam głowę w
stronę moje chłopaka.
-Yhy. Tak. Skakaliśmy po łóżku-powiedział z zadziornym
uśmiechem.
-A co do tych jęków…To…Walnęłam się o kant szafki, a potem
o nóżkę od łóżka i stękałam z bólu-wyciągnęłam butelkę soku i nalałam do dwóch
szklanek. Jedną podałam Kacprowi, a drugą wzięłam dla siebie.-To my tatusiu już
wychodzimy. Nie czekaj na mnie. Być może nie wrócę na noc-odstawiliśmy szklanki
i wyszliśmy. Gdy drzwi się zamknęły wybuchliśmy gromkim śmiechem.
-Skakaliśmy po łóżku. Hahahahahaha. Niezły kit mała.
Kocham cię!-wykrzyczał, podniósł mnie i zakręcił.
-Ja ciebie też wariacie!
***********************************************************************************************************
Napisałam
w końcu rozdział 2.Chyba długo na niego czekaliście.Dedykuję go mojej
przyjaciółce Marcie.Kocham cię!!Pozdrawiam wszystkich i liczę na
komentarze!!<33 Za jakiś czas 3 więc szykujcie się na spotkanie Alice
z jednym z 1D.A z kim to już wam nie powiem!!;) Hehe :)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz