Mieszkasz ze swoim chłopakiem Louisem.Jesteście szczęśliwą parą już od trzech lat.Jest wam razem dobrze.Kochacie się.Po tych trzech latach wspaniałego związku Lou oznajmił ci,że wyjeżdża w trasę i nie jest pewien czy będzie umiał być w związku na odległość.L:Nie dam rady!-martwiłaś się.
T:Spróbuj.Kocham cię!Bez względu na to czy prześpisz się z jakąś dziwką czy z Harrym-lekko się zaśmiałaś.Nie umiałaś dobrze skleić zdań.Byłaś roztrzęsiona postawą chłopaka.Przytuliłaś się do niego i zaczęłaś płakać.Nie umiałaś sobie z niczym poradzić.
Gdy już chłopcy odjechali swoim brązowym tourbusem zaczęłaś płakać.Ich fanki płakały razem z tobą.Pocieszały cię i rozbawiały.Podziwiały cię za to,że jeszcze nie zwariowałaś przez te wszystkie wyjazdy i koncerty.
T:Ale wy nic nie rozumiecie!-wybuchłaś płaczem jak wulkan.Było ci bardzo przykro.Ukucnęłaś i schowałaś ręce w dłonie.Jedna z dziewczyn do ciebie podeszła i powiedziała:
El:Nie martw się.Nie myśl o tym,że Lou może cię zdradzić czy coś!Oczywiście nie życzę ci tego,bo kocham cię tak samo jak tego głupka.Cieszę się,że akurat ciebie znalazł.
T:Kim ty jesteś?-zapytałaś przez łzy.
E:Mam na imię El i jestem koleżanką Lou.Może chcesz się przejść?-zapytała miło El.(tu nie chodzi o Eleanor.=))
T:Może i to mi dobrze zrobi.Chodźmy-wstałaś otarłaś łzy z policzków i poszłyście do parku.Świetnie się dogadywałyście.Nawet nie spostrzegłaś się jak wiedziała o tobie prawie wszystko.Tak jak ty o niej.
Chłopcy w trasie są już prawie rok.Prawie o tym zapomniałaś.Przyjaźnisz się z El.Kochacie się jak siostry.Dziś macie iść na zakupy po jakieś nowe ciuchy.Jesteś tak podjarana,że nie możesz usiedzieć w miejscu.Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
T:Cześć kochanie!-ucałowałaś przyjaciółkę w policzek.
E:Hej kochanie.Gotowa?-zapytała szczęśliwa.
T:No jasne.Czekałam na to od samego rana.Nawet cały dom zdążyłam ogarnąć z nudów.
E:To do ciebie nie podobne.No dobra koniec tych pogaduszek!Wyruszamy na łowy okazji-zaśmiałaś się.Poszłyście w stronę centrum.Gdy byłyście zauważyłaś dobrze znany ci tyłek z jakąś laską.
T:Wiesz co nie mam ochoty na zakupy.Chodźmy stąd-posmutniałaś.
E:Co się stało?Kogo zobaczyłaś,że tak zbladła ci twarzyczka?
T:Jego!-pokazałaś drżącym palcem na Lou obmacującego jakąś brunetkę za tyłek i liżących się na każdym kroku.Rozpłakałaś się.El mocno cię przytuliła i poszliście za nimi.
E:No to teraz zobaczysz co znaczy być zranionym-wyszeptała złowrogim głosem twoja przyjaciółka.-Poczekaj tu chwilę-usadowiła cię na ławce i poszła zadzwonić.
Minęło 10 minut kiedy El przyszła z jakimś chłopakiem.Był przystojny to zauważyłaś.
C:Cześć jestem Curt.El poprosiła mnie żebym pomógł ci odegrać się na twoim chłopaku-wyciągnął do ciebie rękę.
T:Cześć ja jestem [T.I.]!Na serio.Oj będzie go to bolało tak samo jak mnie-zmrurzyłaś oczy.Omówiliście z Curtem cały plan.Poszliście w to miejsce gdzie znajdował się Lou z tajemniczą dziewczyną.Usiedliście na przeciw nich,ale oni byli zajęci sobą.El wkroczyła do akcji.
E:Siemasz Lou....Co tam??-podeszła do nich na luzie,a on się zrobił czerwony jak burak.
L:El??Co ty tu robisz?-zapytał bardzo zdziwiony.
E:Ja przyszłam z [T.I.] na kawę.A i jeszcze z Curtem-uśmiechnęła się słodko.
T:To ona jest z wami.Gdzie wy siedzicie?
E:Tam-El pokazała palcem wasz stolik.Zrobiłaś się czerwona i zaczęłaś całować Curta.Loui nie był aż tak wściekły.Chyba się tym nie przejął.Spojrzałaś na niego.Był trochę smutny.Curt usadowił cię na swoich kolanach i pocałował.Było zupełnie inaczej niż wtedy kiedy Louis cię całował.Curt był taki delikatny i czuły,a Lou nachalny i łapczywy.Zdecydowanie bardziej podobało ci się to jak owy brunet,na którego kolanach właśnie siedziałaś muskał twoje usta.
Siedzieliście w tej kawiarni do 20.00.Gdy wróciłaś do domu Lou nadal nie było."Pewnie zabawia się z tą swoją panienką"-pomyślałaś w złości.Poszłaś do waszej sypialni,wyciągnęłaś walizkę i spakowałaś niektóre ze swoich rzeczy.Z walizką zeszłaś na dół.Zanim wyszłaś napisałaś karteczkę skierowaną do Lou."Wyjechałam do El.Jak widzę miałeś rację co do tego,że nie dasz rady.Ja też już nie dam.Odchodzę na parę dni.Jeżeli będziesz coś chciał to dzwoń zawsze odbiorę.Kocham [T.I.]".Położyłaś ją na blacie w kuchni i wyszłaś zgarniając pospiesznie kurtkę z wieszaka.Błąkałaś się po ulicach Londynu jak bezdomna.Nie miałaś dokąd pójść.Byłaś załamana.Nagle zobaczyłaś Curta.Szedł naprzeciw tobie.Ucieszyłaś się.Zauroczyłaś się w nim po tych wszystkich pocałunkach.
C:Hej mała.Gdzie idziesz z tą walizką?-spojrzał na twój zbędny balast.
T:Musze gdzieś iść.Nie wytrzymałabym z nim w jednym domu.To boli!-rozpłakałaś się.Chłopak cię przytulił.
C:Chodź do mnie.Mam jeden wolny pokój-oznajmił zatroskany.
T:Nie...Nie będę ci robić kłopotu.Ty też masz swoje życie.Nie będę ci robić zbędnego balastu na karku-otarłaś łzy.
C:Ależ nie robisz mi kłopotu.Jesteś dla mnie jak przyjaciółka po tej całej akcji z marchewkowym-zaśmiał się.Ty również,bo w ustach chłopaka zupełnie inaczej to brzmi.
T:Cieszę się,że mam ciebie i El.Jesteście najlepszymi przyjaciółmi na ,świecie.Czy możesz zostać moim przyjacielem?-zapytałaś nieśmiało.
C:Ale przyjaciel to osoba,którą znasz na wylot.A ty mnie tylko na pół znasz.Nie wiem czy chcesz mi ufać.
T:Ale kiedy ja chcę- Curt ucałował twoje czoło i poszliście do jego domu.
Mieszkasz u Curta już 3 miesiące.Do domu Curta dużo raz przychodził Louis i cie przepraszał,ale on mówił mu że wyszłaś lub takie tam.Było ci smutno,że nie pozwalał ci jego zobaczyć.Przez to wszystko straciłaś najważniejszą osobą w świecie.Zbuntowałaś się mu i wyszłaś do Lou.
T:Wybacz Curt,ale dłużej tak nie mogę.Muszę z nim porozmawiać i mu wybaczyć.Za bardzo go kocham-wyszłaś przed dom.Byłaś bardzo zaskoczona.Przed domem było mnóstwo róż ułożonych w kształt serca,a Louis klęczał w środku z wielkim bukietem.
T:Głuptasie.Co ty robisz?-podeszłaś do niego,a on wstał i podał ci bukiet.
L:Dlaczego do mnie wyszłaś?
T:Bo cię kocham.Wiedziałam,że nie uda ci się być wiernym,ale nie mogę przestać cię kochać!
L:Ale kiedy ja ci wyrządziłem krzywdę.Powinnaś mnie teraz wgonić-był zdziwiony.
T:Tak wiem.To bolało i to bardzo,ale kiedy całowałam Curta to wiedziałam,że jest to głupie.Wtedy w centrum jak zobaczyłem cię z tą laską....Bolało....I to cholernie mocno,ale poczułam do ciebie jeszcze większą miłość.Wiedziałam,że muszę walczyć.
L:No właśnie.Jeżeli chodzi o Eleanor to ja jej nie kocham.Musieliśmy to robić,bo jej menager mówił,że mam ją wypromować.Ja tego nie chciałem,ale zmusiła mnie.Zagroziła mi,że puści plotkę,że ma ze mną dziecko.Chciałem tego uniknąć,ale nie mogłem więc się zgodziłem.Na prawdę się nie gniewasz?-zapytał przytulając cię mocno.
T:Nie...Nie gniewam się.Kocham cię i chce z tobą żyć do końca moich dni.
L:A ja jeden dzień krócej,żeby nie żyć bez ciebie.Kocham cię!Jesteś dla mnie najważniejsza-musnął twoje czoło.
T:A marchewki?-zaczęłaś się śmiać.
L:No dobra.Jesteście egzekwo-wybuchliście śmiechem.Później spędziliście bardzo miło czas.
Dwa miesiące później pobraliście się.Macie słodkiego synka Jacoba i kocha się nad życie!!
The End
Napisałam o Lou!!Nie wiem czy mi wyszedł!!:> Jakoś mi się nie podoba!!: / Mam wenę no do tego co trzeba!!Szkoda!!Ale ok dawać komentarze!!:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz